Sindy's back!

 Dzień dobry,

tak dawno mnie tutaj nie było! Mam na myśli mój własny blog, inne, lalkowe, odwiedzam chętniej.

Nie wiem czy ktoś tutaj jeszcze zajrzy, ale nie mogłam nie umieścić tego wpisu, zwłaszcza, że trafiła do mnie lalka, której zupełnie się nie spodziewałam. Jak już wiecie nie jest to lalka za milion monet, ale jest to Sindy, zakupiona w Polsce i na dodatek nie w internecie, ale bezpośrednio, z ręki do ręki. I jak tu nie wierzyć w szczęśliwy traf!

Sindy w Polsce, na targu, brudna że hej ... czy to sukces? Dla mnie tak! Lalka była w okropnym stanie, chyba leżała na strychu lub w piwnicy od lat osiemdziesiątych. Miałam jej zrobić zdjęcia "przed" i "po", ale kiedy przyniosłam ją do domu nie byłam w stanie tego zrobić. Musiałam ją natychmiast umyć ... i wyprać torbę, w której ją przyniosłam. Ubranko musiałam wyrzucić, nie dało się odratować nic oprócz płaszcza, ale i on pewnie pójdzie finalnie do kosza. Sama lalka została wyszorowana, odmoczona w gorącej wodzie, wyszorowana ponownie i zaczęła wyglądać jak prawdziwa Sindy. Te lalki są bardzo porządnie wykonane, nawet lata zaniedbania nie są w stanie ich zupełnie zniszczyć. Jeśli nie są pogryzione, a makijaż zmazany, da się je odratować. 

Moja Sindy nie jest idealna, ale zupełnie tego od niej nie oczekuję. Nie zamierzam robić jej dalszych zabiegów upiększających. To Sindy, lalka vintage, może być nieco niedoskonała. Nawet taka zwariowana perfekcjonistka jak ja może to zaakceptować. Jest coś specjalnego w tych twarzach, co sprawia, że nie mogę się nimi nie zachwycać. Nawet kiedy nie są w stanie pudełkowym.

Po kąpieli moja Sindy dostała ciuszek, który na nią pasuje (nie jest to nic oryginalnego, ale nie szkodzi) i oryginalne buty od Sindy i prezentuje się moim zdaniem całkiem ładnie. Jest teraz moją jedynaczką. Pozostałe Sindy pojechały do nowych domów, ale jeśli tak ma być, będę miała jeszcze inne lalki tego typu. Pozwolę przeznaczeniu zdecydować, nie będę ich poganiać. Jeśli mają do mnie trafić, nie pomylą drogi, a ja im nie odmówię. 

Teraz pora na kilka fotek zrobionych tak na szybko, na półeczce. Teraz Sindy stoi obok mnie na biurku i cieszy moje oko. Nie ma to jak lalka z którą wiążą się przyjemne uczucia! Gdyby nie Sindy nie byłoby mojej kolekcji, tego bloga i 7 lat zbierania tych nietypowych, ale jakże uroczych przedmiotów/klamotów!








Dobrego dnia i do zobaczenia/ przeczytania wkrótce!

Komentarze

  1. O takim powrocie zawsze jest miło poczytać, tym bardziej o tym, że inny Człowiek się cieszy :) A odratowana Sindy nawet w jednym egzemplarzu cieszy podwójnie :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie cieszy, zwłaszcza, że znaleźć taką w Polsce nie jest łatwo. Prawie wszystkie moje Sindy pochodziły z ebay'a, a teraz, tak niespodziewanie, trafiła mi się ta ślicznotka. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam :-)

      Usuń
  2. Ha! Ja czytam!
    Wydaje mi się, że to właśnie te niedoskonałości są tak intrygujące w lalkach vintage. Zazdroszczę zdobyczy, bo jeszcze nigdy na żadną Sindy nie trafiłam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce Sindy nie były modne i dlatego rzadko można je znaleźć. Zbieram lalki 7 lat i to moja pierwsza Sindy-zdobycz targowa. 🙂

      Usuń
  3. Cieszę się z Twojego powrotu do blogowania, no i przygarniania Sindy. Ogromnie lubię te laleczki. Staruszkę mam tylko jedną i bardzo ja lubię. Jakoś nie mam szczęścia do ich znajdowania. Z Twojego opisu oczekiwałam koszmarnie zniszczonej , a tu niespodzianka po SPA wygląda naprawdę świetnie. Makijaż i włosy super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję 🙂 Ja też nie mam szczęścia do takich znalezisk, ale może Sindy przyniesie mi szczęście i trafią mi się następne. 🙂

      Usuń
  4. Miło że wróciłaś :) Sindy są naprawdę świetne. Ja mam w swojej kolekcji aż dwie. Obie przygarnęłam z Sh, były gołe, łyse i brudne. Reroot był obowiązkowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są 🙂 szkoda, że nie były bardziej popularne w Polsce. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście żeby na taką trafić.

      Usuń
  5. Super, że tu jesteś! Pisz częściej! Tęskno tu bez Ciebie! Myślę, że dziewczynka swoim pojawieniem się dała Ci znak, że należy odkurzyć pajęczyny na blogu i wrócić do częstszego pisania ;-) Jest urocza. Dostała nową szansę. Tyle lat czekania, aby wreszcie trafić na tę idealną osobę, która otoczy opieką, pokocha... Każda stara laluszka o tym marzy... Ta miała farta! No i Ty też! Jest kochana! Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Blythe!

Zgiń, przepadnij maro czyli Lagoona Glue!

Sign of The Times!